Zawsze kiedy robię po raz pierwszy coś klasycznie polskiego szukam przepisu Mistrzyni. I tym razem Lucyna Ćwierczakiewiczowa nie zawiodła. Przepis pochodzi z „Jedyne praktyczne przepisy konfitur, różnych marynat, wędlin, wódek, likierów, win owocowych, miodów oraz ciast” i jest perfekcyjny! Pączki wychodzą idealnie puszyste, lekkie i prawie w ogóle nie tłuste.

A jeśli już o tłuszczu mowa. Przed pierwszym w życiu smażeniem pączków miałam bardzo duży dylemat, poczytałam, popytałam i na moje nieszczęście jednoznacznie wyszło mi, że najlepszy do smażenia będzie smalec….a więc dałam mu szansę. Szczerze powiem, że pączki wychodzą idealnie rumiane i pięknie wyrośnięte. Ale ja smak tego smalcu czuję (pomimo zastosowaniu triku Ćwierczakiewiczowej ze spirytusem) i dlatego pozostałą cześć usmażyłam na oleju. Możliwe, że jest to jednak siła autosugestii ponieważ pozostałe osoby, które nie wiedziały na czym pączki były smażone, bardzo je chwaliły. Ciekawostka!! Kilka pączków upiekłam w piekarniku, wyszły inne ale również bardzo dobre.


CO I JAK

Chcąc mieć pączki na godzinę na przykład 9 wieczór, trzeba o godzinie 2 wziąść się do roboty” – tak pierwsza pani domu XIX wieku wprowadza do swojego przepisu na pączki, ale nie martwcie się mi zajęło to odrobinę krócej 😉

  • Na gotujące się mleko stopniowo wsypuję 1.5 szklanki mąki, cały czas mieszając.
  • Mieszam na jednolitą i gładką masę. Tak zaparzoną mąkę zdejmuję z ognia.
  • Żółtka ucieram z cukrem na jasną i puszystą masę. Białka ubijam w osobnym naczyniu.
  • Do lekko przestudzonej (nie gorącej) zaparzonej mąki dodaje ubite żółtka oraz suche drożdże.
  • Całość dokładnie mieszam. Do gładkiej masy dodaję białka i delikatnie mieszam łyżką.
  • Odstawiam do wyrośnięcia (ok.20 minut).
  • Autorka każe użyć „młodego masła”, ja po porostu rozpuściłam dobrej jakości masło.
  • Do wyrośniętej masy stopniowo dodaję pozostałą mąkę, alkohol, sól oraz masło.
  • Całość dokładnie wyrabiam. Według oryginalnej wersji powinniśmy wyrabiać ciasto przez godzinę….ja jednak robiłam to ok. 5-8 minut przy użyciu miksera.
  • Tak przygotowane ciasto odstawiam do wyrośnięcia w ciepłe miejsce na ok. 1 godzinę.
  • Wyrośnięte ciasto wykładam na oprószony mąką blat. Delikatnie rozpłaszczam palcami.
    • Jeśli nadziewamy pączki od razu wycinamy z ciasta szklanką kółka, na środku kładziemy odrobinę konfitury, sklejamy  szczelnie brzegi i formujemy z ciasta kulkę.
    • Jeśli będziemy nadziewać je po usmażeniu (moja wersja) musimy jedynie „wyciągnąć taki kawałek ciasta, ile na jeden pączek potrzeba” i delikatnie uformować go w kulkę.
  • Kulki z ciasta układam na ściereczce i zostawiam w ciepłym miejscu do wyrośnięcia (ok.30 min).
  • W rondlu rozgrzewam tłuszcz* do 170-175°C (w czasie smażenia pilnuję tej temperatury).
  • Wrzucam po 4 pączki i smażę z każdej strony aż się zrumienią (ok. 3 min na jedną stronę).
  • Usmażone pączki przekładam na ręcznik papierowy, aby wchłonął nadmiar tłuszczu.
  • Jeśli nie zrobiłam tego wcześniej nadziewam pączki, przy pomocy rękawa cukierniczego.
  • Przygotowuję lukier:
    • Cukier puder mieszam z likierem, jeśli lukier będzie zbyt rzadki dodaję więcej cukru.
  • Każdy pączek maczam w lukrze i posypuję zrumienionymi na suchej patelni migdałami.

*Jeśli używamy smalcu należy do niego „wlać kieliszek spirytusu, aby zniszczyć odór szmalcu