Czy ta nazwa jest głupia? …być może…, ale naprawę nie mam pomysłu na lepszą. Śledzie z tego przepisu tak mocno smakują i pachną leśnymi grzybami, jałowcem i listkiem laurowym, że nic mądrzejszego nie przychodzi mi do głowy.
PS Jedna z Was zwróciła mi uwagę na to, że w tych śledziach jest stosunkowo mało oleju. To prawda i nie wiem czy dla Was to będzie wada, czy zaleta (często jesteśmy przyzwyczajeni do tłustych śledzi na wigilijnym stole), ale spróbujcie sami.
CO I JAK
- Suszone grzyby dokładnie myję, namaczam przez co najmniej godzinę, a najlepiej całą noc.
- Namoczone grzyby kroję w paseczki, wodę z moczenia zachowuję.
- Cebulę obieram i kroję w bardzo drobną kostkę.
- Na patelni rozgrzewam olej, dodaję liść laurowy i jałowiec. Podsmażam przez ok. 2 minuty.
- Zmniejszam ogień i wrzucam na patelnię pokrojoną wrzucam cebulę. Szklę ją przez ok. 5 minut, a następnie dodaję pokrojone grzyby. Całość podsmażam przez kolejne 5 minut.
- Na patelnię dolewam wodę pozostałą z namaczania grzybów oraz polpę pomidorową. Całość gotuję na małym ogniu przez ok. 30 minut (do czasu, aż objętość zmniejszy się o ok. połowę). Doprawiam solą i pieprzem, a następnie odstawiam do całkowitego wystudzenia.
- Śledzie wyjmuję z oleju, osuszam ręcznikiem papierowym i kroję na ok. 1 centymetrowe kawałki.
- Pokrojone śledzie łączę z wystudzoną marynatą i odstawiam na co najmniej 1 noc do lodówki.
- Podaję na zimno z kruszonką z orzechów i chleba, którą przygotowuję tuż przed podaniem:
- Na suchej patelni prażę grubo posiekane orzechy włoskie;
- Ok. 5 minut przed końcem prażenia do orzechów dodaję spore okruchy chleba (pieczywo rwę palcami na ok 1-2 cm kawałki) oraz łyżeczkę masła klarowanego.
- Całość podsmażam do czasu, aż się lekko przyrumieni i wysypuję na wierzch zimnych śledzi wyłożonych wcześniej (wraz z marynatą) do płaskiego naczynia. Podaję od razu.